Ironia losu po śląsku
Są w Świętochłowicach miejsca, które dla jednych są tylko adresem. Dla innych są kawałkiem rodzinnej historii. Dla mnie takim miejscem jest narożnik ulic Pocztowej i Katowickiej. Od lat 30. ubiegłego wieku mieszkała tutaj moja babcia Lidia. Tutaj żyła ze swoim pierwszym mężem, który zginął podczas II wojny światowej. Tutaj przyszło na świat troje jej dzieci, a później, już jako syn Edwarda i Lidii Piegzów, urodził się również mój tata. Ale jest jeszcze jeden szczegół tej historii. Moi dziadkowie zajmowali się wyrobem trumien. W miejscu, które pokazuję na filmie, znajdowała się kiedyś witryna, za którą wystawiano właśnie trumny. Później rodzinny zakład został przeniesiony na Pocztową 14, gdzie dziadkowie kontynuowali działalność i organizowali pogrzeby. Minęły dziesięciolecia. Zmieniło się miasto, zmienili się ludzie i zmieniło się przeznaczenie lokalu. A dzisiaj właśnie tutaj znajduje się siedziba stowarzyszenia założonego przez Daniela Begera. I w tym miejscu historia robi się dla mnie wyjątkowo przewrotna. Moje relacje z Danielem Begerem i jego środowiskiem są, delikatnie mówiąc, dalekie od serdecznych. Tym bardziej trudno nie dostrzec ironii, że polityczne zaplecze człowieka, z którym od dawna pozostaję w ostrym sporze, znalazło swoją siedzibę dokładnie w miejscu tak mocno związanym z historią rodziny Piegzów. A ponieważ w filmie mówię po śląsku, to w razie problemów ze zrozumieniem zawsze można poprosić o tłumaczenie Sławomir Pośpiech - Wiceprezydent Świętochłowic 😉 Historia ma czasem naprawdę specyficzne poczucie humoru. Kiedyś - dom moich dziadków, miejsce narodzin mojego ojca i witryna z trumnami. Dzisiaj - siedziba stowarzyszenia Daniel Beger . Resztę puenty zostawiam już Wam.
